W świecie elektroniki, która często sprowadza się do powtarzalnych, plastikowych brył, wciąż potrafią pojawić się zaskakujące perełki. Kwiecień 2026 roku przynosi nie lada gratkę dla audiofilów o wyjątkowo zasobnych portfelach. Duński gigant audio, marka Bang & Olufsen, z okazji swojego stulecia prezentuje światu dwie obłędne edycje flagowych głośników podłogowych: Beolab 90 Monarch i Zenith.
Zamykają one ekskluzywną, jubileuszową serię Atelier Centenary. To zdecydowanie nie jest sprzęt, który można ukryć gdzieś w kącie salonu. To pełnoprawna rzeźba dominująca w przestrzeni, która zachwyca, zanim jeszcze wydobędzie z siebie pierwszy krystaliczny dźwięk.
Jeśli myślałeś, że widziałeś już wszystko w high-endowym audio, przygotuj się na całkowite przewartościowanie swoich estetycznych standardów.

Monarch i Zenith, czyli natura spotyka technologiczne aluminium
Twórcy z Bang & Olufsen po raz kolejny udowadniają, że skandynawski design to absolutna liga mistrzów. Edycja Monarch stanowi wielki hołd dla rzemiosła, w którym ciepłe lamele wykonane z drewna różanego perfekcyjnie współgrają z chłodnymi, aluminiowymi elementami w odcieniach eleganckiej ochry. Kontrast ten sprawia, że sprzęt zyskuje bardzo organiczny charakter. Wersja Zenith to z kolei głęboki ukłon w stronę inżynieryjnej precyzji.
Głośniki ubrano tu w rzucające się w oczy panele złożone z 289 anodowanych sfer, przypominających symfonię lśniących pereł. Obie wersje są w pełni ręcznie składane w Danii, co w dobie powszechnej, masowej produkcji pozostaje synonimem wyrafinowanego luksusu. Dla polskiego klienta, ceniącego minimalizm z nutą prestiżu, to propozycja wręcz wymarzona, idealnie wpisująca się w nowoczesne apartamenty w Warszawie czy na trójmiejskim wybrzeżu.

Technologia, która czyta Twój pokój i uderza po kieszeni
Ponadczasowy wygląd robi wielkie wrażenie, ale sprzęt B&O to przede wszystkim bezkompromisowa jakość dźwięku. Nowe głośniki naszpikowane są audiofilskimi innowacjami. Na pierwszy plan wysuwa się tu system Active Room Compensation, który niczym rasowy akustyk precyzyjnie bada pomieszczenie i optymalizuje dystrybucję dźwięku, niwelując wpływ mebli na ostateczny odsłuch. Gdy dodamy do tego zaawansowaną kontrolę szerokości i kierunku wiązki, otrzymamy sprzęt grający bezbłędnie niezależnie od tego, w jak dużym salonie siedzisz.

Za taką inżynieryjną magię i estetyczny unikat trzeba jednak zapłacić odpowiednią kwotę. Cena tego potężnego dzieła sztuki wynosi w Stanach Zjednoczonych aż 166 tysięcy dolarów, co przy obecnych kursach daje nam astronomiczną kwotę blisko 660 tysięcy złotych. W tej cenie bez trudu kupilibyśmy dziś świetnie zlokalizowane własne „M” w Poznaniu czy Krakowie.
Prawdziwy, high-endowy luksus nigdy nie pyta jednak o racjonalność finansową. On ma za zadanie pieścić zmysły, zdobić wnętrze i dostarczać niesamowitych emocji, których nie da się w żaden inny sposób podrobić.

